Pisanie przynosi ulgę... "Jeżeli jest Ci smutno i źle, jezeli doznasz w życiu miłości, bólu, cierpienia i tęsknoty, weź pióro do ręki i pisz, a przyniesie Ci to ulgę i gorycz życia przyjmiesz inaczej" SENEKA
sobota, 16 lutego 2019
piątek, 15 lutego 2019
Marzy mi się...
xxxxxxxxxxx
Marzy mi się
by jak dawniej
być małą dziewczynką...
Dziewczynką z chryzantemami
z portretu pani Olgi,
z włosami blond-rudymi
Idealną postacią Maeterlincka
z szeroko otwartymi oczyma
patrzeć na świat
szczerym uśmiechem
obdarzać ludzi
żyć uczciwie
uczciwości doznając
Bez blagi
Być
Dziewczynką w ogrodzie
beztrosko siedzącą wśród zieleni
Być
kwiaciarką z Twojego obrazu,
pani Olgo
zapoznaną ze sztuką ikebany
z pozdrowieniem AR
![]() |
pol_pl_Dziewczynka-z-chryzantemami-Olgi-Boznanskiej-1158_1
|
wtorek, 12 lutego 2019
Na wagony...
Witam serdecznie. Dzisiaj proponuję retro...
wspomnienie tego, jak to było przed laty...
Tytuł: Na wagony ...- autor wspomnień - Janusz Sitniewski -
wspomnienie tego, jak to było przed laty...
Tytuł: Na wagony ...- autor wspomnień - Janusz Sitniewski -
Na
wagony ...
Rok
1976 - wiosna.
Gdynia.
W
ZSSR rządzi Leonid Breżniew.
W
Polsce - Edward Gierek i Partia.
Należymy
do wesołego obozu państw socjalistycznych.
Dymią
szare kominy, piece hutnicze płoną ,wre praca ...
W
Stoczni im. Komuny Paryskiej słychać huk młotów i ryk szlifierek.
Na
redzie słychać syreny statków. Kolej dowozi węgiel i stal do
stoczni.
Ludzie
pracują,w czasie urlopów remontują mieszkania , spędzają wolny
czas na działkach ogrodowych. Młodzi odbywają zaszczytny obowiązek służby wojskowej. Wszystkich łączy kolejny festiwal
piosenki,Sopot,Opole lub Kołobrzeg. W maju jest kolarski wyścig
pokoju, po państwach socjalistycznych. Naszymi wrogami są ,kaczor
Donald i Myszka Miki. Nasi przyjaciele to Miś z okienka i Jacek
i Agatka. W Gdyni są dwa ośrodki wrogiego nam kapitalizmu: Hala
Targowa i sklepy Pewexu. Można tam kupić i napatrzyć się do woli
na kolorowe opakowania pachnące produkty z innego świata. Są tam
upragniome spodnie, lewisy czy wranglery,a żeby
je mieć trzeba mieć więcej pieniędzy niż rodzicielskie
kieszonkowe. Szybko przez jedną noc można je zarobić na
tzw.wagonach przy ulicy Jana z Kolna. A więc w sobotę wieczorem
stawiamy się przed bramą bocznicy kolejowej. Jest nas czterech z
jednego pokoju w internacie. Niektórzy z nas skończyli już
szesnascie lat.Mały tłumek w różnym wieku ,nawet kilka kobiet.
Wagonów będzie osiem ,z cementem. Należy worki ręcznie wyjąć z
wagonu ,przenieść kilkadziesiąt metrów na plecach i złożyć w
sztaple ,wysokości kilku worków. Praca ma być zakończona do
godziny 6 rano w niedzielę. Po posprzątaniu i zdaniu pustego wagonu
następuje wypłata. Proste, ale nie zupełnie.
Wtaczają
wagony, na podestach wagonów stoi po kilku mężczyzn.To ci, którzy
już daleko na bocznicy zajęli poszczególne wagony. Od nich należy
odkupić wybrany wagon.
Pierwsze
są droższe ,bo bliżej do noszenia worków, dalsze,oczywiście
tańsze, ale mają zaletę jak okaże się póżniej. Otwarto bramę
,biegniemy do wagonów. Za gotówkę albo pół litra można odkupić
jakiś wagon z przodu. Można tez zapłacić rano po wypłacie ,ale
już drożej. Wybieramy drugi wariant.mamy wagon gdzieś po środku.
I jeszcze jedna trudność, która na miejscu zostanie rozwiązana.
Jesteśmy nieletni, a trzeba zostawić w biurze dowód osobisty jako
zastaw – zapewnienie, że nie zostawimy nierozładowanego wagonu.
Poza tym
tylko z dowodem moży odebrać wypłatę. Znajduje się jak na
zawołanie osobnik, który za ustaloną cenę oddaje do dyspozycji
swój dowód .Firmuje jeszcze kilka wagonów.
Przyjdzie
rano po wypłatę. Wszystkie formalności już załatwione.
Przed
nami wagon 'krowa',60 ton cementu,50 kg w worku. Razem 1200 worków
po 300 worków na jednego z nas. Sami ważymy po 50 kilogramów, a
więc robimy,nosimy,układamy. Ściemniło się.Obserwujemy,w
wagonach obok nas wyrzucają cement na tory. Nieopodal są krzaki,
tam też rozsypują cement. Cały plac też wypełniony jest cementem
po kostki. Miejsce składu worków przybliża się do nas,bo nikt nie
wrzuca do góry worków, tylko kładą na dół. Ktoś odpowiedzialny
krzyczy, że należy rozgarnąć cement na torach i na placu, bo rano
placowy nie odbierze roboty.W nocy nosimy jeden worek w trzech,
póżniej już ciągniemy po placu. W wagonie musi być przynajmniej
jedna osoba ,aby nikt nie zabrał nam roboty. Miejsce składu jest
coraz bliżej. Przychodzą nad ranem sprzedawcy ,wódki, piwa i
papierosów. Pojawiają się inni z ofertą odkupienia już częściowo
rozładowanego wagonu. Jakiś wagon jest siłowo zdobyty przez swieżo
przybyłych z miasta.To nas tylko mobilizuje do wytężonej pracy.
Wreszcie
!!! Koniec pracy!!! Przychodzi Placowy, każe sprzątać, podrzucać
, układać,wyrównywać. Zabiera jakiś pieniądz za bałagan...
Niektórzy już mocno pijani. Jeszcze większy tłum ludzi.Przyszła
kasjerka z strażnikiem. Myjemy się w zimnej wodzie ,która się
zaraz skończyła.Nie możemy nic mówić od kurzu.Ledwo stoimy na
nogach. Przychodzi ten od dowodu, pobiera pieniądze.Trzeba podzielić
się z tymi od wagonów,od dowodu osobistego i placowym. Wszędzie
kłótnia,bijatyka,podział pieniedzy.
Po
drodze mijamy sie z grupką młodych ludzi ,którzy przyszli okradać
tych, którzy dostali wypłatę i pijani i zmęczeni położyli się
w trawie.
W
poniedziałek idziemy do lekarza szkolnego. Ból gardła ,czerwone
oczy,nadwyrężone mięśnie i stawy. Włosy to jakiś snopek
słomy.Zwolnienie lekarskie z zajęć szkolnych.Zostało tylko trochę
sił, aby pojechać na Halę w Gdyni,kupić dolary od "konika i
kupić te wymarzone wranglery czy lewisy. Należało je trzymać pod
prześcieradłem, aby ktoś ich nie ukradł.
niedziela, 10 lutego 2019
Dziękuję, pozdrawiam serdecznie, zapraszam!
Dzień dobry, dziękuję bardzo za odwiedziny, za lekturę. Jest nas tutaj coraz więcej...aktualnie odsłony w ponad stu - 100- krajach świata ... DZIĘKUJĘ i nadal ZAPRASZAM.
- życzę spokojnych i dobrych dni... -Alicja -
- życzę spokojnych i dobrych dni... -Alicja -
![]() | ||||
| https://pixabay.com/pl/organizator-kalendarz-harmonogram-791939/ |
![]() |
| https://pixabay.com/pl/wiosna-ptak-ptak-sikora-wiosna-2295434/ |
czwartek, 7 lutego 2019
...czasem jest źle, czasem zaboli- ty idź zawsze do przodu....
W gonitwie spraw, wśród prozy życia- czasem nawet bolesnej prozy-staram się stanąć choć na chwilę-pozbierać myśli, ba - nawet zadumać się.....
Czasem jest źle, czasem zaboli... ale od czego Wiara, Nadzieja, Miłość? Od czego tzw. determinacja?
Zawsze powtarzam sobie: idź, idź do przodu, choć nie jest łatwo, nie pytaj czasem dlaczego taki los...
nie rozpamiętuj, nie poddawaj się....analizuj, wyciągaj wnioski-ale idź naprzód. Taka myśl mi przyświeca.
Życzę Wam dobrych chwil. Chwytajcie każdą chwilę, bo ona już się nie powtórzy.
Z serdecznym pozdrowieniem - Alicja- autorka blogu-
Czasem jest źle, czasem zaboli... ale od czego Wiara, Nadzieja, Miłość? Od czego tzw. determinacja?
Zawsze powtarzam sobie: idź, idź do przodu, choć nie jest łatwo, nie pytaj czasem dlaczego taki los...
nie rozpamiętuj, nie poddawaj się....analizuj, wyciągaj wnioski-ale idź naprzód. Taka myśl mi przyświeca.
Życzę Wam dobrych chwil. Chwytajcie każdą chwilę, bo ona już się nie powtórzy.
Z serdecznym pozdrowieniem - Alicja- autorka blogu-
środa, 6 lutego 2019
Oswajasz się z samotnością wśród ...
W oceanie
Na świecie,
tak zwyczajnie
pada tylko deszcz
Człowiek,
- płacze -
czasem też
![]() |
| Sopot-park-fot. Alicja Rupińska |
prostujesz ścieżki życia
Tak byś chciał
zrozumieć siebie
Dryfujesz
w oceanie kłamstw
Oswajasz się z samotnością
wśród kochających cię
b l i ź n i c h
Dziękujesz
za oazę na pustyni
Przeklinasz
pustkę ludzkich serc
Zdany na wieczny
T R Y B U T
opuszczasz
LABORATORIUM
życia
Sukces? Porażka?
Pewność? Alternatywa?
Prawda? "Przefiltrowana wersja"?
W weryfikacji wyręczy cię czas...
Z serdecznym pozdrowieniem
![]() |
| foto. Alicja Rupińska |
- Alicja Rupińska
wtorek, 5 lutego 2019
"nie pytam panią, pana o lata..."
...za młodzi na sen, za starzy na grzech, wypijmy przy stole za błędy na dole..., za błędy na górze....to słowa z piosenki w wykonaniu Ryszarda Rynkowskiego.
Kolejny raz chcę zasygnalizować problem bezrobocia wśród 50+. Dotyka on sporej grupy ludzi. Przed laty był program pomocowy dla tej grupy. W tej chwili raczej nie ma - pokończyły się te programy. Więc co dla nich? Jakie propozycje? zasiłek?tylko jakiś czas, a co później?
To tylko optymistycznie w piosence brzmią słowa: " nie pytam panią o lata, pana nie pytam też, zresztą jakie to ma znaczenie?" No cóż w praktyce bywa różnie.....
...ci ludzie - po 50. powinni spokojnie korzystać z życia, doczekać , a raczej dopracować do emerytury: mieć swoje konta oszczędnościowe ..i spokojnie czerpać z dobrodziejstw emerytury- tego, co przez lata wypracowali , przecież opłacali składki- mam tu na myśli rzesze osób uczciwie pracujących ...zapracowali na swoją starość.
Na ogół przedsiębiorcy zatrudniają młodych. Nie chcą osób po 50-tce. Czy zawsze mają rację? Czy boją się czegoś?? Pytań jest wiele.. No i na koniec - pytanie najważniejsze: co mają robić ci ludzie? To jak w piosence Ryszarda Rynkowskiego:"...za starzy na...za młodzi na śmierć... Ano:..nie trzeba się bać tych po 50. Oni mają doświadczenie, które młodzi muszą dopiero nabyć.
Poza tym, wiele z tych osób, to ludzie otwarci na technologie,innowacje; posługują komputerami, telefonami LG..i td. A co najważniejsze- ( to stwierdzenie padło w rozmowie na antenie RADIA-GDAŃSK: są lojalni i to bardziej, aniżeli 20-latkowie. A to ważny argument.
Na ogół przedsiębiorcy zatrudniają młodych. Nie chcą osób po 50-tce. Czy zawsze mają rację? Czy boją się czegoś?? Pytań jest wiele.. No i na koniec - pytanie najważniejsze: co mają robić ci ludzie? To jak w piosence Ryszarda Rynkowskiego:"...za starzy na...za młodzi na śmierć... Ano:..nie trzeba się bać tych po 50. Oni mają doświadczenie, które młodzi muszą dopiero nabyć.
Poza tym, wiele z tych osób, to ludzie otwarci na technologie,innowacje; posługują komputerami, telefonami LG..i td. A co najważniejsze- ( to stwierdzenie padło w rozmowie na antenie RADIA-GDAŃSK: są lojalni i to bardziej, aniżeli 20-latkowie. A to ważny argument.
ps. ..a może pokusić się o mix, zbudować zespół ludzi młodych i w wieku 50+, a więc połączyć młodość z doświadczeniem...
![]() |
| https://pixabay.com/pl/włochy-stary-wieku-rome-piazza-1948362/ |
niedziela, 3 lutego 2019
"Bo literatura jest sejmem narodu. Przez nią uświadamiają się potrzeby i zjawiska chwili
"Bo literatura jest sejmem narodu...[...]
[...] "Bo literatura jest sejmem narodu. Przez nią uświadamiają się potrzeby i zjawiska chwili; przez nią przychodzą do głosu żądania i krzywdy ludzkie. Pisarz, który by wciąż nie przykładał ucha do ziemi, aby wyczuwać jej tajemne drżenie, aby nadsłuchiwać tętentu przyszłości, źle spełniałby swoje zadanie. I nie powinien w żadnym wypadku liczyć się z głosami oburzeń - choćby skądinąd szanownymi nawet kiedy chodzi o tak zwaną
m o r a l n o ś ć o tak zwany porządek społeczny. Ciągła wojna z przeżytkami wczorajszych pojęć, wczorajszych obyczajów to najważniejsze pozycje walki o szczęście ludzkości". Tak pisał Tadeusz Boy Żeleński.
To jest właśnie to, co powinno charakteryzować każdego pisarza.Wiadomo, że ten zawód - chociaż trudno tę profesję nazwać zawodem. Może powołaniem? Może takiego człowieka można by nazwać wybrańcem losu? U tegoż samego Boya w utworze pt. "Dusza poety" czytamy: "..kto nas sprzągł razem? Po co? W jakim celu? Za czyje winy ? Na pokutę czyją? Każąc śnić życie jednemu wśród wielu, co tylko żyją?...
Myślę, że każdy z nas - piszących, "chwytających za pióro" myśli; jak powiedzieć to, co już przed nami zostało powiedziane? Jak znaleźć to nieznane, jeszcze nie powiedziane, nie nazwane? Marzy mi się, by umieć "uszyć" nowe szaty, Przyozdobić je nowym. Ciągle szukam... Cudowne jest to poszukiwanie, jeśli temu towarzyszy wiara, że warto, że trzeba... To jest wędrówka w krainie słów. Życie piszącego to jak wyprawa po "złote runo". Autor powieści czuje się, choć przez moment - stwórcą, tworzy, kreuje postaci... Na kartkach papieru powołuje, rozdaje role, czuwa nad przebiegiem akcji. W końcu podejmuje decyzję jakim zakończyć ją epilogiem. Poeta zaś... O ten przypomina mi człowieka nieraz zagubionego, wiecznie ganiającego z siatką na motyle, wędrowca zdążającego do nieznanej krainy, poławiacza słów - skarbów. No cóż rola to niełatwa. Kolumb odkrył Amerykę, Kopernik wstrzymał SŁOŃCE - ruszył ZIEMIĘ, Jazon wrócił ze złotym runem..., a poeta? Poeta chce tylko słów....pięknych słów...Życzę więc poetom, pisarzom, sobie też ...- "głodu poszukiwania".
To jest właśnie to, co powinno charakteryzować każdego pisarza.Wiadomo, że ten zawód - chociaż trudno tę profesję nazwać zawodem. Może powołaniem? Może takiego człowieka można by nazwać wybrańcem losu? U tegoż samego Boya w utworze pt. "Dusza poety" czytamy: "..kto nas sprzągł razem? Po co? W jakim celu? Za czyje winy ? Na pokutę czyją? Każąc śnić życie jednemu wśród wielu, co tylko żyją?...
Myślę, że każdy z nas - piszących, "chwytających za pióro" myśli; jak powiedzieć to, co już przed nami zostało powiedziane? Jak znaleźć to nieznane, jeszcze nie powiedziane, nie nazwane? Marzy mi się, by umieć "uszyć" nowe szaty, Przyozdobić je nowym. Ciągle szukam... Cudowne jest to poszukiwanie, jeśli temu towarzyszy wiara, że warto, że trzeba... To jest wędrówka w krainie słów. Życie piszącego to jak wyprawa po "złote runo". Autor powieści czuje się, choć przez moment - stwórcą, tworzy, kreuje postaci... Na kartkach papieru powołuje, rozdaje role, czuwa nad przebiegiem akcji. W końcu podejmuje decyzję jakim zakończyć ją epilogiem. Poeta zaś... O ten przypomina mi człowieka nieraz zagubionego, wiecznie ganiającego z siatką na motyle, wędrowca zdążającego do nieznanej krainy, poławiacza słów - skarbów. No cóż rola to niełatwa. Kolumb odkrył Amerykę, Kopernik wstrzymał SŁOŃCE - ruszył ZIEMIĘ, Jazon wrócił ze złotym runem..., a poeta? Poeta chce tylko słów....pięknych słów...Życzę więc poetom, pisarzom, sobie też ...- "głodu poszukiwania".
Pozwólcie, że przytoczę jeszcze zasłyszane czy przeczytane przeze mnie kiedyś słowa:
"Poezja jest najpraktyczniejszą sztuką i nauką, inżynierią rzeczywistych zamków na lodzie i błękitnych mostów między ludźmi".
Z serdecznym pozdrowieniem Wasza Alicja -
też poszukująca słów....
sobota, 2 lutego 2019
Bogusław Pacek - "Żołnierskie dzieje"-Zachęcam do lektury... Książka ujęta w dość niekonwencjonalny sposób, epatująca pomysłowością, a nade wszystko- odwagą powiedzenia czytelnikowi jak było naprawdę..
Witam serdecznie w już lutowy weekend...
Za oknami topnieje, gdzieniegdzie pada...
Życzę Wam dobrego, spokojnego i efektywnego wypoczynku od pracy, od prozy życia ... Dla tych, którzy lubią czytać książki polecam "Żołnierskie dzieje".
Autor tej książki podjął z dużym powodzeniem próbę "dogonienia" i zobrazowania tego, co przydarzyć się mogło i przydarzyło żołnierzowi i to jakiemu...?
Za oknami topnieje, gdzieniegdzie pada...
Życzę Wam dobrego, spokojnego i efektywnego wypoczynku od pracy, od prozy życia ... Dla tych, którzy lubią czytać książki polecam "Żołnierskie dzieje".
Autor tej książki podjął z dużym powodzeniem próbę "dogonienia" i zobrazowania tego, co przydarzyć się mogło i przydarzyło żołnierzowi i to jakiemu...?
Minął
już niezły interwał czasowy, kiedy to pierwszy raz przeczytałam
powieść czeskiego pisarza Jaroslava Haska, której bohaterem jest
Józef Szwejk. Jak zapewne większość z nas, lubię od czasu do
czasu popatrzeć też na ekranizację tejże powieści. Śmieję się
wtedy ( jak powiada moja mama) "do rozpuku", czyli śmieję
się serdecznie, głośno, spontanicznie, żywiołowo; śmieję się
z
całego serca, z całej duszy, na cały głos... Tak też serdecznie,
z całego serca śmiałam się czytając "Żołnierskie dzieje"
autorstwa Bogusława Packa. Wspomniana książka składa się z
trzech części; zbioru opowiadań z żołnierskiego życia, a dwie
kolejne to felietony publikowane przez kilka lat co tydzień na
łamach "Polski Zbrojnej", pochodzące z dwóch zupełnie
różnych etapów życia autora.
Tu w tym miejscu, proszę wybaczyć, że póki co - pomijam biogram autora. Przyznaję: to taki mój świadomy, celowy zabieg socjotechniczny – tu w ujęciu, broń Boże, nie pejoratywnym, a raczej służącym do wprowadzenia czytelnika w świat żołnierskiej historii, wprawdzie nie tak odległej, ale jednak ... to już było i nie wróci więcej... Na początek powiem tylko to, że Autor tej książki podjął z dużym powodzeniem próbę "dogonienia" i zobrazowania tego, co przydarzyć się mogło i przydarzyło żołnierzowi i to jakiemu...? Niechaj to będzie na początku ENIGMĄ. Tym bardziej zachęca, wręcz kusi... Książka jest naprawdę "wciągająca", aczkolwiek na początku można mieć różne odczucia, które mną też "targnęły". Dlaczego? Pierwsze myśli: co może i w jaki sposób opowiedzieć były "trep", na dodatek już emeryt o swoich żołnierskich dziejach? Albo będzie bajał, albo lawirował, "ślizgał" się w temacie i daleko mu będzie do tego, żeby napisać jak naprawdę było...Skrupulatnie dokona selekcji swoich przygód żołnierskich, "cedził" będzie słowa uważając, by nie narazić się na ośmieszenie. W końcu w wojsku spędził szmat czasu, dorobił się zaszczytów, więc może nie wypada, może nie uchodzi być , aż tak rozbrajająco szczerym autorem swoich przygód. Tak więc, jak to w takich przypadkach bywa, moja ciekawość zwyciężyła. Zabrałam się za lekturę, ze szczególnym "naciskiem" na pierwszą część.
"Początek tej przygody wcale nie był wesoły" – tak brzmi tytuł pierwszego opowiadania. Jest ich przeszło 80 z trafnie dobranymi tytułami. Każde z nich to autentyczna historia autora. Wraz z postępem lektury każdego z opowiadań, coraz bardziej poznaje się ich bohatera, który zabiera czytelnika w żołnierski świat. I do tego w jaki sposób? Przede wszystkim to, co nam pokazuje, przekazuje w sposób autentyczny, niezawoalowany, pozbawiony zbytecznego retuszu. "Od myślenia to my jesteśmy, a wy od wykonywania" – to i inne sformułowania – typowo wojskowe, zachowania żołnierza w różnych, czasem zabawnych sytuacjach takich jak: organizowanie czasu wolnego żołnierzy, choinki, bale, zwiedzanie Powązek, wyprawy do teatru, polowanie z generałem, różne ważne imprezy... A wszystko to opisane w jakże oryginalnym języku, swoistym dla autora i jednocześnie zrozumiałym dla czytelnika.
Forma przekazu bardzo barwna, ileż tu świetnych środków stylistycznych, przywoływań znanych, a nie obcych autorowi – żołnierzowi powiedzeń, przysłów: wielbiciele Melpomeny; dumny jak paw; atmosfera wesoła jak na pogrzebie organisty; wieść gminna niosła, tajemnica poliszynela czy "całować się jak z dubeltówki" ( niezapomniane z piosenki w wykonaniu Wiesława Michnikowskiego).Te i podobne ujęcia stylistyczne świadczą o wprawnym "piórze" piszącego. Nic dziwnego, bo to nie pierwsza i pewnie nie ostatnia książka Jego autorstwa.
Wspomniana I. Część "Żołnierskich dziejów" stanowi świetne kompendium z życia braci żołnierskiej w minionych dekadach. Autor – żołnierz, który "zawsze miał ciągoty do działalności kulturalno-oświatowej" jest też dobrym przewodnikiem ( w krótkich opowiadaniach przenosi czytelnika choć na moment w wiele miejsc: Warszawa; Francja, Kanada, Bruksela, Czad, Kaszuby, Gdańsk, Bydgoszcz, Sycylia ...), dobrym organizatorem, pomysłodawcą, błyskotliwym dowódcą, oratorem... - "Witam towarzysza ...towarzysza naszej żołnierskiej doli i niedoli...- podczas powitania ks. Henryka Jankowskiego czy też witając Ministra: "Ojcze naszej wojskowej rodziny"...Takie zabiegi autorskie to świetny sposób, przekaz czytelnikowi, zwłaszcza temu młodszej generacji - zmian jakie wówczas miały miejsce w Polsce.
Opowiadający swoje żołnierskie dzieje jawi się czytelnikowi, a zwłaszcza czytelniczkom jako dżentelmen, uroczy, uśmiechnięty o dobrym , uprzejmym, wspaniałomyślnym i kurtuazyjnym zachowaniu. Ot, taki facet, który potrafił-jak sam o sobie pisze- "obtańcować uczestniczki balu, ba nawet "na oczach całej sali podrywałem żonę dowódcy". Mnie po lekturze opowiadań autor kojarzy się z człowiekiem "z krwi i kości", którego cechuje wielka pasja życia; poznawania ludzi, miejsc, sytuacji i radzenia sobie w tych różnych, czasem zabawnych sytuacjach, a czasem bardzo poważnych, wymagających odwagi i jak na prawdziwego żołnierza przystało-szybkiej oceny i szybkiej akcji. Opisując swoje żołnierskie przygody nie "wybiela "swojego ja, a wręcz przeciwnie-potrafi nam – czytelnikom, pokazać swoje błędy, wady, nieumiejętności takie – w sumie niewinne- ale co niektórzy żołnierze tej rangi co Autor może by przemilczeli o tym.
-Miłość do munduru nie była więc miłością od pierwszego wejrzenia" -czytamy w pierwszym opowiadaniu. Przeczytawszy je wszystkie z pewnością można powiedzieć: wojsko to też pasja Bogusława Packa, pasja, w której się odnalazł i bez której nie byłby sobą-po prostu nie byłby Packiem, tym, który"nikomu nie przepuści, a układy ma takie, że nawet generała się nie boi".
Sporo by jeszcze można dywagować o przygodach żołnierskich Bogusława Packa, by pić z rogu obfitości ( dość obrazowo i zabawnie spisanych przygód), nie pozostaje nic innego jak przyjąć "tytę" – ten swoisty prezent od autora. A jest nim książka zatytułowana" Żołnierskie dzieje", która jest także biogramem autora, dość oryginalnym, jak to się mówi: ujęta w dość niekonwencjonalny sposób, epatująca pomysłowością, a nade wszystkim odwagą powiedzenia czytelnikowi jak było naprawdę. To może niektórych szokować, irytować-jak tak można? itp. Z pewnością nie pozostanie bez echa. Mało tego ma szanse na wpisanie się w historię literatury żołnierskiej. Czego Autorowi życzę. Myślę też, że przemyślał ten dość oryginalny zabieg narracji, no i oczywiście, wierzę w to, że poradzi sobie z percepcją czytelników. Choć ta może być i zapewne będzie różna...
ps. " Cała książka mogłaby z powodzeniem nosić tytuł "Przygody dzielnego wojaka Packa". Hm... Szwejk, to Szwejk, a Pacek, to Pacek. Poza tym...inne czasy, inne uwarunkowania; Szwejk był pucybutem porucznika Lukasza, a Pacek został generałem. To co może i z pewnością łączy te postaci to przygody wojskowe, no i oczywiście niesamowity "spontan", żywiołowość, których nie poskąpiła natura zarówno jednemu jak i drugiemu.
Z poważaniem dla Autora – Alicja Rupińska.
piątek, 1 lutego 2019
Doradcą moim jest czas...
Nieznaną mi drogą pędzę w dal...
Dziś minął dzień
Dzień,
Co jak cień kładzie się na drodze
życia
I jak wędrowiec idę nią
Głową w słońcu, a stopami
w pyle piasku
Moim nauczycielem i mistrzem
jest życie
Doradcą moim jest czas
Jak wzburzona fala
Dotykam brzegu
to znów umykam gdzieś w dal
Zostawiając zaledwie na piasku ślad
Nieznaną mi drogą pędzę w dal
Spotykam radość ...
Gubię żal...
Dziś minął dzień
Co jak cień kładzie się na drodze
życia
I jak wędrowiec idę nią
Głową w słońcu, a stopami
w pyle piasku
Moim nauczycielem i mistrzem
jest życie
Jak wzburzona fala
Dotykam brzegu
to znów umykam gdzieś w dal
Zostawiając zaledwie na piasku ślad
Nieznaną mi drogą pędzę w dal
Spotykam radość ...
Gubię żal...
https://pixabay.com/pl/natura-roślin-drzewa-liście-rzeka-2605299/
![]() |
| https://pixabay.com/pl/krajobraz-charakter-trawa-pole-3127859/ |
Subskrybuj:
Posty (Atom)








