środa, 6 września 2017

A za oknem deszcz i deszcz...

         Witajcie serdecznie w wrześniowe dni. 
          Już nadchodzi jesień...Powoli, powoli....
          

     

Deszcz i łza


Za oknem deszcz
Na policzku łza
Liście spadają z drzew
Opuszcza cię radość
Wiatr pędzi
chmury
U ciebie
myśli
nawałnica
Słońca coraz
https://pixabay.com/pl/las-staw-wody-deszcz
-lato-piękno-22118/
mniej
Zwątpienia coraz
więcej
Nie żałuj
wczorajszego
dnia
Czasem
nie - warto
Wróci lato
Zaschnie łza







sobota, 2 września 2017

Miłego i spokojnego weekendu

Witajcie serdecznie w wrześniowy już weekend. Na wolne, deszczowe chwile proponuję dobrą herbatkę i lekturę.
 Z pozdrowieniem - Alicja.

Gdynia - moje miasto
https://pixabay.com/pl/książki-odczyt-trójnik-literatura-2020460/


Po zdrowy uśmiech: 




piątek, 1 września 2017

Westerplatte

foto. Alicja Rupińska

Na małym cmentarzyku
na Westerplatte
piętnaście krzyży
z nieśmiertelnikami stoi
Major Henryk Sucharski
pod najwyższym krzyżem leży
Na Gdańskim Westerplatte
waleczni żołnierze cicho śpią
Już teraz spokojnie
o bohaterstwie swoim śnią
Obrońcy Westerplatte
Pozostali wierni tej ziemi,
choć co dopiero 
przyjechali nad Bałtyk
z innych stron
Zasnęli wiecznym snem
Wiatr od morza
śpiewa na ich cześć peany
Odeszli Westerplatczycy
na wieczną wartę
Gloria Victis Bohaterom
Młodzi...
chcieli żyć, mieli plany...
Odeszli na niebiańskie polany



foto. Alicja Rupińska

Szedł twardym krokiem żołnierz polskiego wojska...

  

Virtuti Militari

  Po gorzkiej zesłańczej ziemi
  Wśród szerokich nadwołżańskich stepów
  Szedł twardym krokiem
  Żołnierz polskiego wojska
  gorzko roniąc łzy
  Dręczył go głód
  Tyfus, malaria, czerwonka
  Szedł polski żołnierz
  w trudzie i znoju
  Marzył o Polsce
  Wierzył, że zwycięży w boju
  Za naród, za Ojczyznę
  Dokuczała mu tęsknota
  A on wciąż szedł...
  bo trzeba, bo Polska czeka
  Wędrował przez lądy i morza
  W bajkowym Bagdadzie
  realnie o wolności bajał
  Exodus żołnierza wciąż trwał
  Z Palestyny do Egiptu
  Wreszcie w Toronto wylądował
  Wkroczył na szlak Dąbrowskiego
  Drogą do piekła uparcie szedł
  walczyć o polski raj
  Z modlitwą na ustach
  Z bólem w sercu
  "Może nie wszyscy, ale dojdziemy"
  O Monte Cassino szedł się bić
  Włoskie wzgórze spłynęło polską krwią
  Krwią z krwi i kością z kości
  Na włoskim wzgórzu
  między Rzymem a Neapolem
  śpi żołnierz 2 Korpusu Polskiego
  Jest Polska, czerwone maki
  szepcą mu do ucha
  A on wciąż słyszy słowa generała Andersa;
  "Dojdziemy i swoje zrobimy"

 Wiersz drukowany w: "Głos Weterana i Rezerwisty"


wtorek, 29 sierpnia 2017

W oceanie

W oceanie



Na świecie,
tak zwyczajnie
pada tylko deszcz
Człowiek,
 -  płacze -
czasem też

Sopot-park-fot. Alicja Rupińska


Od wiek wieków
prostujesz ścieżki zycia
Tak byś chciał 
zrozumeić siebie
Dryfujesz
w oceanie klamstw
Oswajasz się z samotnością
wśród kochających cię
b l i ź n i ch
Dziękujesz
za oazę na pustyni
Przeklinasz
pustkę ludzkich serc

Zdany na wieczny
T R Y B U T
opuszczasz
LABORATORIUM
życia
Sukces? Porażka?
Pewność? Alternatywa?
Prawda? "Przefiltrowana wersja"?
W weryfikacji wyręczy cię czas...

Z serdecznym pozdrowieniem
foto. Alicja Rupińska

 - Alicja Rupińska

sobota, 26 sierpnia 2017

Spiżem czy oziminą

https://pixabay.com/pl/wolf-spider-biedronka-326573/

Spotkał ją


słonecznym dniem
Była naprawdę
Nazwał ją
Słoneczkiem
Diamencikiem
Skarbem
Ona jego - Enigmą
Czy to 3 D ?
Pytał siebie i jej                              
Ona czekała
na niego...
A on... ?
powiedział tylko...
Tak z marszu
wkroczyłaś w
D Y S H AR M O N I Ę
mojego życia...




środa, 23 sierpnia 2017

Jesteśmy jako te drzewa...

  Dzisiaj wiersz DRZEWA. Są piękne, dają schronienie, kryją w sobie tajemnicę.... Lubię patrzeć na drzewa, słuchać szumu ich gałęzi, szeptu     spadających jesienią liści.... Patrzę tak na nie i myślę o czym one myślą..... Są bardzo silne, czasem łamią się - jak MY - LUDZIE... 


https://pixabay.com/pl/niemcy-natura-drzewa-listowie-lasy-70567/

DRZEWA

Kiedy jest mi
smutno i źle
myślę o drzewach
Widzę, jak rozplatają
swoje włosy
słonecznym dniem
zmęczone zaś
śpią głębokim snem
Rankiem
spowite siwą mgłą
pochylają się do siebie
mówią coś szeptem
Co?
nie wiem
Gdybym tak mogła...
zrozumieć ich mowę
poznać to...
co im już jest znane
Chcę kąpać się w słońcu
radzić sobie z szałem wichrów
burzą i gradem deszczowych łez
i nauczyć się godnie umierać
tak, jak one potrafią też



sobota, 19 sierpnia 2017

Była czwarta rano...

Była czwarta rano....

Trzydzieści pięć lat temu, 13 grudnia, zimową nocną ciszę przerwał przeraźliwy sygnał dzwonka okrętowego. Czwarta rano. Alarm bojowy. Wszyscy migiem zajęliśmy swoje stanowiska bojowe. Staliśmy przy kei w porcie wojennym. Co się dzieje? Ćwiczenia ? Wojna ? Przecież alarm bojowy o 4. nad ranem i w dodatku niezapowiedziany to niecodzienność, więc coś się musi dziać. Okręt był gotowy do wyjścia w morze. Każdy był na swoim stanowisku. Co nastąpi? Burza myśli pełnych niepokoju, wizja wojny pojawiła się w głowie każdego z nas.
Po dwóch godzinach wielkiej niepewności zgonili nas do messy. Włączono telewizor. Co się dzieje? Wzrok wszystkich skierowany był na postać generała Wojciecha Jaruzelskiego. Stan wojenny? Jaka wojna? Z kim? Niektórzy mieli lada moment iść do cywila, a teraz? Od tej pory zaczęła się dla nas nowa rzeczywistość. Odwiedzali nas oficerowie z WSW, rozmawiali, pytali o rożne rzeczy: jaka atmosfera panuje na okręcie? Kto z nas ma rodzinę na zachodzie?i takie inne sprawy. Marynarze, którzy byli członkami ZSMP (Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej) i dodatkowo kandydatami na członków PZPR ( Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej) zostali oddelegowani do służby w terenie. Zasilili oni tzw. Wojskowo-Milicyjne grupy operacyjne. Ja zostałem jako ten "nieoperacyjny". 

Gryf - zdjęcie zamieszczone w artykule "Okręty Wojenne"
Pierwszy miesiąc stanu wojennego był najgorszy. Przerażała ta cisza, ten brak wiadomości z zewnątrz, ten bezruch.... Codziennie to samo; pobudka, służba, śniadanie, wachty, szkolenia polityczne. Staliśmy w porcie. Po miesiącu rutynowych, czasem monotonnych czynności okręt nasz wpłynął do stoczni remontowej. Otrzymaliśmy nowe zadania: warta na bramie stoczni. Każdy wartujący dostał broń i 3 magazynki ostrych. Rozkaz był jednoznaczny i bezwzględny: jeżeli będzie atak na bramę, to masz strzelać. Jeśli ty nie będziesz strzelał, to ciebie zastrzelą; jak ty nie wykosisz, to ciebie wykoszą. Stojąc na warcie wyobrażaliśmy sobie: a jak rzeczywiście ktoś zacznie nacierać? Czy wtedy będę musiał strzelać?A jak w tłumie pojawi się ktoś, kogo znam? Przecież jesteśmy w stanie wojennym, jesteśmy w zupełnie innej, aniżeli dotąd relacji, mamy inne, niecodzienne zadania. Czasem nasza wyobraźnia była zbyt śmiała. Wyobrażaliśmy sobie, że lada moment natrze na bramę cały tłum. Te wizje podczas długich godzin stania były koszmarem. Tak było od warty do warty. W stoczni remontowej spędziliśmy ponad miesiąc. Później zaczęliśmy wypływać w morze. W ramach ćwiczeń strzelaliśmy do makiet. To były ćwiczenia artyleryjskie. Podczas takiej "strzelaniny" miałem zadanie specjalne: wykręcać klosze z lamp– taki był hałas i trzęsienie, że szklane klosze by tego nie wytrzymały. Wśród nas byli także marynarze z bratnich krajów: ci z Libii mieli swoich szefów i tylko tych słuchali. Mieli też własnego kucharza. Pamiętam, że często jedli baraninę, pili colę i palili Malboro. Pamiętam też ich charakterystyczny zapach pomieszany z zapachem perfum z ówczesnych peweksów. Ich przeciwieństwem,co do wyglądu i zachowania byli Wietnamczycy – bardzo grzeczni i spokojni. Atmosfera na okręcie w pierwszych miesiącach stanu wojennego była iście rodzinna. Naprawdę było tak jakoś inaczej, jak to mówili marynarze. Wtedy każdy "banior" – marynarz, zarówno ten młody, jak ten stary banior (rok służby), czy "kątowy"(1,5 roku służby na łajbie) albo też "dziadek" – rezerwista( po 3 latach służby) był traktowany dość przyjaźnie. Kadra wychodziła i przychodziła po cywilnemu. Zaczęli nawet mówić do marynarzy po imieniu. Coś jakby się zmieniło, zniknęła taka "sztywność" między kadrą, a nami – marynarzami. Pewnie nas wszystkich połączyła ta niepewność jutra. Przedtem bywało różnie... Niejeden z nas dostał niezły wycisk. Pamiętam jak podczas rejsu na pełnym morzu, w czasie sztormu, kiedy pełniłem wachtę na mostku - zauważyłem dziwnie zachowującą się postać... Ktoś stał przechylony przez reling i oddawał "hołd Neptunowi". Po chwili rozpoznałem go. Był to mat, który na naszym okręcie odbywał praktyki, bo miał zostać zawodowym marynarzem. Ja i wielu moich kolegów marynarzy zapamiętaliśmy go jako "sadystycznego, gnębiącego" nas mata. Widząc go w takiej sytuacji, pomyślałem sobie: a widzisz jak to jest. Nie zawsze tak różowo, nie zawsze ty masz władzę i możesz gnębić podległych sobie ludzi. Dopadło i ciebie – pomyślałem. W mojej głowie zrodziła się myśl: a co by było gdybym tak podszedł do ciebie z tyłu i tak po prostu wyrzucił za burtę.Teraz ja mam nad tobą władzę. Może byś sobie przypomniał o ludzkim traktowaniu ludzi? Nie zrobiłem tego. Moje wrodzone człowieczeństwo nie pozwoliło mi na to.
Po trzech miesiącach służby dostałem przepustkę. Miałem dość swojego marynarskiego stroju, zwanego kocem. Nawiasem mówiąc- nikt z nas tego munduru nie uwielbiał. Grube, sukienne spodnie i sukienna bluza. Jedynie czapka z odsłoniętymi uszami była dobra w lecie, zakałą okazała się zimą. W takim stroju latem lepiej nie wychodzić. Tak więc chcąc odpocząć od tego nie zawsze wygodnego stroju przebrałem się u mojego wuja w cywilne ciuchy. Skutek tego okazał się fatalny dla mnie. Na ówczesne czasy – lata osiemdziesiąte ( każdy młody chłopak był w wojsku) wyróżniłem się szybko w tłumie. Zdradziły mnie ogolona twarz i krótkie włosy.... Nastąpiła natychmiastowa kontrola WSW. Zawieziono mnie po marynarski mundur i odstawiono do jednostki. Nazajutrz stanąłem do raportu. Dostałem 10 dni ancla. Znowu nowy porządek dnia: 5.00 rano pobudka + zaprawa, śniadanie o 8.00, a później to już czynności do końca dnia – szorowanie korytarza, sprzątanie terenu,wożenie węgla itp. Z perspektywy lat wspominając, to były często zadania irracjonalne, niepotrzebne, no ale trzeba było mieć zajęcie. Miejsce aresztu też znacznie różniło się od normalności: metalowe łózko zamykane w ścianie, koc i poduszka oraz mały okrągły stolik. Nie wiem do czego.Po anclu znowu wróciłem do służby na okręcie , by odsłużyć zaszczytny obowiązek. 

środa, 16 sierpnia 2017

Lato, lato i ....

Witajcie serdecznie. Dziękuję za to, że jesteście. Blogi, zarówno ten poezjąiprozą jak i ten dla najmłodszych biorą udział w rankingu NB - Można jeszcze oddawać głos, oceniać. Zapraszam, zajrzyjcie na tę listę.

Najlepsze Blogi : Toplista - wszystkie blogi


Aliadelajda7 - autorka - Alicja Rupińska zaprasza do krainy słów napisanych poezją i prozą. Proponuje swoje utwory, artykuły, felietony, a także piękną poezję uznanych Poetów. Blog Dla Najmłodszych to wierszyki, zagadki dla dzieci.

Blogi, zwłaszcza ten poezjąiprozą mają 
kolejne odsłony w kolejnych państwach świata. Zbliżamy się już do tzw. 80, czyli tych krajów świata,w którychczytelnik/czytelniczka znalazły-zajrzały na blog-odsłłoniły go. DZIĘKUJĘ. Zajrzałam do statystyk.... Licznik odsłon pokzuje, że najwiekszą grupę osób odwiedzających ostatnio stanowią czytelnicy/czytelniczki z Polski, Rosji, Ukrainy, USA....Dziękuję wszystkim. Życzę wszystkiego dobrego.
  Piszę, bo pisanie przynosi mi ulgę. Piszę o sprawach dotyczących nas-ludzi, naszych emocjach, o życiu codziennym. Piszę o radości i smutku; o cierpieniu i radowaniu się...Sama doznałam wiele smutku, cierpienia, bólu.... Idę do przodu, piszę, bo pisanie przynosi ulgę//- powtarzam za SENEKĄ.Niechaj i WAM przyniesie ulgę, ukojenie....Tego WAM życzę.









z serdecznymi życzeniami
 - Alicja Rupińska-

niedziela, 13 sierpnia 2017

W błękicie nieba- w blasku dnia

                        ŻYCZENIA

W błękicie nieba
w blasku dnia
niech każda chwila radosna 

jak piękny sen
w pamięci Twej trwa
Pamiętaj - co najlepsze
chroń - co najważniejsze
ocal - co potrzebne
nie pozwól zapomnieć
tego co było                                   
żyj - pełnią życia
spraw - by co najważniejsze
się spełniło
bądź zawsze radosny i miły
niech Ci los spełni każde żądanie
a życie rajem
niech Ci się stanie

 ps. No cóż??? życie okazuje się chwilami mniej romantyczną prozą. Zaskakuje, rozczarowuje, uczy pokory, uczy.....

Tylko trzeba chcieć te nauki pobierać...
Wszystkiego dobrego - Alicja- autorka blogu







 z serdecznym pozdrowieniem
- Alicja Rupińska -