Pasek wideo

Loading...

niedziela, 9 kwietnia 2017

Niedziela Palmowa-Kwietna Niedziela

http://www.polskokatolicki.pl/RODZINA/2001_04/bazie1a.jpg

http://oczamiduszy.pl/wp-content/uploads/2016/03/Michal-Elwiro-Andriolli-Niedziela-Palmowa.jpg
W tym dniu Kościół obchodzi pamiątkę uroczystego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy na osiołku. Motyw ten bardzo szybko został wykorzystany przez duchownych, zaczęli oni organizować barwne procesje Niedzieli Palmowej z udziałem wiernych. Na bazie tej uroczystości wyrastają misteria o charakterze teatralnym. Najczęściej w rolę Chrystusa wcielał się duchowny, kleryk lub jakaś znaczniejsza osoba. Najbardziej teatralne czynności wykonywali młodzi klerycy lub żacy, którzy odgrywali rolę jerozolimskich dzieci. Śpiewali oni słowa przynależne im z tekstu ewangelicznego, rzucają kwiaty, rozścielając przed osiołkiem szaty, wychodząc na wysokie miejsca niby drzewa, aby odśpiewać hymn hosanna. W późniejszym czasie pojawia się kapłan, najczęściej był to proboszcz, który uderzał gałązką palmową Jezusa lub krzyż wygłaszając stosowne proroctwo. Następnie wokół procesji narosły kolejne tradycje i to niezbyt chlubne, mianowicie po pobożnych oracjach młodzieńcy recytowali wiersze o najrozmaitszej treści i wcale niezwiązanej z liturgią. O czym pisze m.in. Jędrzej Kitowicz:
Opisu obyczajów za panowania Augusta III:
„Gdy dzieci skończyły swoje perory, wysuwali się z tyłu na czoło doroślejsi chłopakowie, a czasem i słuszni chłopi, ubrani po dziwacku za pastuchów, za pielgrzymów, za olejkarzów, za żołnierzy, przyprawując sobie brody z konopi albo z jakiej skóry sierścią okrytej, kożuchy futrem do góry wywróciwszy. Ci zaś, co żołnierzy udawali, na głowie mając infuły z papieru wyklejone, obuch drewniany usmolony w ręku, z kart grackich zrobione flintpasy i ładownice i szablę przy boku drewnianą; którzy nie mieli wąsów i brodów, robili sobie z sadzy z tłustością zmięszanych pręgę wzdłuż nosa, drugą wzdłuż brody i dwie pod nosem w górę zakrzywione na kształt wąsów. Każdy z tych oratorów prawił perorę do postaci, jaką wziął na siebie, przystosowaną, z samych śmiesznych wyrażeń ułożoną. Po odbytych w kościele perorach rozbiegali się ci wszyscy oratorowie, tak palmowi, jako też obuchowi, po domach, po szynkowniach i nawet po pałacach, gdzie tylko wcisnąć się mogli, prawiąc wszędzie głosem natężonym i bijąc co trzecie słowo obuchem w ziemię lub laską pielgrzymską wytrząsając ku audytorom swoim perory w kościele powiedziane, a pielgrzymi na dowód peregrynacji swojej różne osobliwości z torby wyjmując i pokazując zęby końskie, kołtony, czapczyska, boty zdarte, ogony bydlęce i inne tym podobne rupiecie z śnieci wywleczone”.

1 komentarz:

  1. Myślę, że prawdziwa wiara przodków, jest cenniejsza niż jakiekolwiek tradycje - które, nie zawsze wiążą się z bezcennym darem życia. Bywa, że są tylko bardzo kosztowne i nic pozatem do życia nie wnoszą. Ale, każdy ma prawo wierzyć w co chce i jak chce, ja tylko wyraziłam moją myśl - co do poruszonego w poście tematu. Moc serdeczności Droga Alicjo

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania.